wtorek, 14 czerwca 2011

Cudna pani

Bardzo lubię stare książki z historią, ich zapach, plamy na kartkach, przypuszczenia co do ich losów oraz ich klimat. Z wielką przyjemnością biorę je do ręki. Nie znaczy to, że nie lubię nowych książek - one też mają swoje zalety. Dzisiaj o jednej z tych starych publikacji.

Udało mi się zdobyć to cudeńko:

Wiktor Gomulicki
Cudna mieszczka. Obrazek warszawski z wieku XVII
Państwowe Wydawnictwo Literatury Dziecięcej Nasza Księgarnia
Warszawa 1957
Ilustrowali Bożena Truchanowska i Wiesław Majchrzak


Powieść została wydana w 1897 roku, potem wznawiana po wojnie. Bardzo klimatyczne ilustracje, piękne przetarcia okładki i ten zapach! Zapach czasu. Wiem, że jest nowsze wydanie. Mnie urzekło to właśnie.

piątek, 3 czerwca 2011

Lipogram pustki

Wygląda na to, że robię się prawie monotematyczna, a dokładniej - perecotematyczna. Ale nic to, wkrótce się poprawię, obiecuję. Dziś o kolejnej książce Georgesa Pereca, którą (ku mojej ogromnej radości) udało mi się zdobyć. Książka jest po angielsku z tej prostej przyczyny, że nie ma wydania polskiego, a oryginału, niestety, nie przeczytam, bo nie znam francuskiego. Obawiam się, że książka może nigdy się nie doczekać polskiego przekładku, ponieważ przedsięwzięcie to jest równie karkołomną pracą, jak przełożenie "Finnegans Wake" Joyce'a. Z uwagi na to jednakże, że właśnie trwa tłumaczenie na polski wspomnianej książki Joyce's (jej tytuł prawdopodobnie będzie brzmieć "Finneganów tren") nie tracę nadziei, że i z Perecem może kiedyś się uda.

Jednak może po kolej. Oto książka:

Georges Perec
A Void
(La Disparition)
translated by Gilbert Adair,
Vintage Books, London 2008
ISBN 978-0-099-51216-5

Na czym polega jej nowatorstwo? Otóż została opublikowana pod tytułem "La Disparition" co po francusku oznacza "zniknięcie". Książka jest lipogramem czyli wymyślonym przez Pereca eksperymentem (gatunkiem?) literackim polegającym na tym, że w tekście (we wszystkich użytych słowach) brak jednej samogłoski - e. Było to karkołomne zadanie, ponieważ w języku francuskim "e" jest najczęściej występującą samogłoską. Perec wybrał zresztą tę literę nieprzypadkowo - występuje ona aż 4-krotnie w jego imieniu i nazwisku. Ciche, prawie niezauważalne zniknięcie litery (osoba nieuprzedzona o tym może tego nawet nie zauważyć) ma być metaforą doświadczeń żydowskich w czasie drugiej wojny światowej (holocaust). Jest to tym bardziej przejmujący eksperyment, gdy zdamy sobie sprawę, że osoby z rodziny pisarza (pochodził z rodziny żydowskiej o polskich korzeniach), w tym prawdopodobnie również jego matka, w czasie wojny zginęły w obozach koncentracyjnych. 

Angielskiemu tłumaczowi udało się zachować zasadę unikania samogłoski "e", a tytuł angielski oznacza "pustka". Nawiasem mówiąc tłumacz angielski, Gilbert Adair, otrzymał nagrodę za swoje genialne tłumaczenie. Ciekawe czy doczekamy kiedyś polskiego?

czwartek, 21 kwietnia 2011

Komiczna prośba o podwyżkę dramatem i prozą

Ostatnio miałam uczucie deja vu gdy czytałam opis świeżo wydanej w Polsce pracy Georgesa Pereca:

Georges Perec
O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę
L’art. et la manière d’aborder son chef de service pour lui demander une augmentation
Wydawnictwo W. A. B. 2011
seria: Don Kichot i Sancho Pansa
tłumaczył Wawrzyniec Brzozowski
ISBN 978-83-7414-928-0


Miałam mianowicie poczucie, że to dokładnie to samo, co zawarto w wydanym w zeszłym roku "Teatrze I" tegoż autora. Pisałam już o tym tutaj Pomyślałam sobie jednak, że kupię, bo inny tłumacz, może jakieś zmiany. Okazuje się jednak, że to nie jest to samo! W "Teatrze I" mamy dramat pt. "Podwyżka", natomiast tutaj jest to proza. Po wnikliwej lekturze, również posłowia, zagadka się wyjaśniła - pierwowzór to prozaicznie zapisany monolog podwyżkowy, przekształcony następnie przez Autora (dla potrzeb słuchowiska radiowego) w dramat kombinatoryczny, rozpisany na sześć funkcji logicznych. Odbiór obu dzieł jest zdecydowanie inny, choć treść - bardzo zbliżona (ale nie jednakowa - Perec wprowadził pewne zmiany, tu dodał, ówdzie ujął). Polecam czytać w kolejności chronologicznej.

Tak czy inaczej - miło, że kolejny utwór Pereca (a nawet dwa, a nawet trzy - w tomie "Teatr I" mamy dwa dramaty) ukazał się po polsku! Przy okazji po małym dochodzeniu stwierdziłam, że "O sztuce oraz sposobach..." ukazało się również ostatnio po angielsku. 

Porównywane przeze mnie książki:

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Nie owijając w bawełnę - Elizabeth Gaskell

Ostatnio, podczas moich podróży splotły mi się dwa wątki bawełniane. Po oglądnięciu jakiś już czas temu filmu "North & South" wyprodukowanego przez BBC, zapragnęłam przeczytać powieść będącą podstawą scenariusza czyli "North and Sound" Elizabeth Gaskell. Wojażowałam sobie i biegałam po księgarniach i antykwariatach. Znalazłam w końcu i zakupiłam powieść:

Elizabeth Gaskell
North and South
Vintage Random House
Vintage Classics, London 2008
ISBN 978-0-099-51148-9
With an introduction by Jenny Uglow


Idąc za ciosem postanowiłam kupić inne jej powieści. W kolejnej księgarni wyszukałam:

Elizabeth Gaskell
Cranford and Other Stories
Bloomsbury Publishing, London 2007,
ISBN 978-0-7475-9446-8
With an Introduction by Jenny Uglow

Książka ma okładkę serialową. Śmieszne było to, że były dwa wydania o identycznej okładce, ale jedna była dwa razy grubsza. Przejrzałam po spisie treści  okazało się, że jest to dokładnie to samo i ilość stron taka sama. Otóż jedno z wydań miało cieńszy, ekologiczny papier. I ten egzemplarz kupiłam dbając o wagę mojego bagażu.
Wreszcie, na końcu, w antykwariacie, upolowałam tę powieść:

Elizabeth Gaskell
Mary Barton
Oxford University Press, Oxford 1987,
The World’s Classics
ISBN 0-19-281750-7
Edited with an Introduction by Edgar Wright

Co to jednak wszystko ma wspólnego z bawełną? Elizabeth Gaskell w powieści "North and South" opisuje Milton, miasto gdzie dzięki rewolucji przemysłowej rozwija się przemysł włókienniczy. Akcja toczy się w i wokół przędzalni bawełny. Tak się złożyło, że miałam możliwość naocznie przekonać się, jak mogły wyglądać przędzalnie oraz osiedle robotników w nim pracującym. Zwiedziłam New Lanark - osiedle-skansen, jedno z pierwszych i największych ośrodków przetwórstwa bawełny na wyspach, założone pod koniec XVIII wieku i w XIX wieku przeżywające swój rozkwit. Jego reformator Robert Owens zadbał o to, by dzieci nie pracowały tylko się uczyły (w przeciwieństwie do tego, co widzimy w "North and South"), założył pierwszy na świecie żłobek, dbał o edukację i opiekę zdrowotną pracowników i ich rodzin. Bardzo ciekawe było przebywanie przez chwilę w samym środku dziewiętnastowiecznej powieści wiktoriańskiej :-)

PS Z tego, co się orientuję, w tłumaczeniu polskim ukazały się tylko "Panie z Cranford".

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Japońskie banany w angielskim sosie

Zgodnie z zamierzeniem zakupiłam sobie podczas niedawnych wojaży powieść Yoshimoto Banany (pamiętając, że zgodnie z zasadami japońskimi najpierw pisze się jej nazwisko, potem imię, czego konsekwentnie przestrzegam):

Banana Yoshimoto - Amrita,
Faber and Faber, 2001,
ISBN 0-571-19374-5

Upolowałam tylko jedną jej książkę, nad czym ubolewam. Może jeszcze kiedyś uda mi się zdobyć inne rarytasy o smaku bananowym...

czwartek, 31 marca 2011

Rolująca Adela

Dostałam w prezencie dwie płyty Adele: sprzed dwóch lat i aktualną. Oto one:

Zatytułowane po prostu liczbą, która oznacza wiek artystki. 






Adele jest niezbyt szczupłą piękną młodą kobietą o fenomenalnym głosie i świetnym poczuciu rytmu oraz wyczuciu muzyki i własnego głosu.




Jej piosenka "Rolling in the Deep" to moja absolutna obsesja od kilku tygodni.


Jest bardzo mocno obecna w stacjach radiowych, telewizji i na ulicy na Wyspach. Bardzo podobał mi się jakiś zakulisowy filmik z jej trasy. Dzięki niemu zobaczyłam ją bez makijażu i tych kosmicznych sztucznych rzęs. Naturalna była zjawiskowa!

Dla zainteresowanych wideo:

wtorek, 22 marca 2011

Ania i jej wnuczka

Dziś znowu coś z cyklu “Jak to drzewiej bywało i jak to bywa dziś”. Przedstawiam dwie panny Anny. Najpierw starsza:

 
Lucy Maud Montgomery,
Ania z Avonlea (Anne of Avonlea),
Przełożyła: Janina Zawisza Krasucka,
Państwowe Wydawnictwo Literatury Dziecięcej „Nasza Księgarnia”,
Warszawa 1957, wyd. 2,
ilustrował: Bogdan Zieleniec,

Ciekawa okładka, ale czcionka fragmentu tytułu - napis "Avonlea" - przypomina mi western. A poniżej mamy dużo modszą wnuczkę:

Lucy Maud Montgomery,
Ania z Avonlea (Anne of Avonlea),
Przełożyła: Rozalia Bernsteinowa,
Wydawnictwo KAMA, Warszawa b.r., wyd. 1,
seria: Różowa parasolka
ISBN 83-7153-227-X

Obie panny się różnią wiekiem, wydawnictwem oraz tłumaczeniem. A także emocjami, które wywołują  u czytelnika - starsza wywołuje dodatkowo oprócz ciekawości i przyjemności nostalgię i szacunek.

poniedziałek, 14 marca 2011

Czerwony bez końca

Wczoraj minęła 15. rocznica śmierci Krzysztofa Kieślowskiego, jednego z najgenialniejszych (moim zdaniem) reżyserów polskich, a może nawet reżyserów w ogóle. W związku z powyższym oglądnęłam wczoraj 3 filmy Kieślowskiego. Zaczęłam od dwóch dokumentów, wydanych w takiej formie:

"Polska szkoła dokumentu. Krzysztof Kieślowski",
Polskie Wydawnictwo Audiowizualne
Seria opracowana przez Tadeusza Sobolewskiego,
teksty: Mikołaj Jazdon.

Wydawnictwo dwupłytowe, zawiera większość filmów dokumentalnych Kieślowskiego, m. in. filmy "Pierwsza miłość". "Siedem kobiet w różnym wieku", "Z punktu widzenia nocnego portiera". Ja oglądnęłam "Klaps" (bardzo efektowne pokazanie, jak z niczego powstaje kreacja aktorska) oraz "Gadające głowy" (uwielbiam ten film! Za każdym razem jestem zaskoczona, mimo iż oglądałam go już kilka razy!). chyba najlepszy dokument jaki kiedykolwiek widziałam. Mój ulubiony cytat z wczorajszego oglądania: "Odkąd zmieniłem zawód z humanisty na taksówkarza moje życie jest swobodniejsze" :-)

A potem nadszedł czas na długometrażową fabułę. Wczoraj padło na film "Trzy kolory: czerwony":


Wydanie, jak widać, gazetowe. Za każdym razem (oglądałam już nieskończoną ilość razy) uderza mnie co innego. Wczoraj uderzyła mnie niewinność bohaterki oraz wątek światła. Najpierw, przy spotkaniu z sędzią, zawsze słońce zachodzi, a na koniec, gdy on się zmienia, widzimy go w promieniach wschodzącego słońca. Zauważyłam również, że w jednej scenie, gdy sędzia siedzi w półmroku i rozmawia z Valentine wygląda całkiem jak Auguste, adwokat. Istotne są również imiona: Valentine, Auguste...
Film ma mnóstwo mniej lub bardziej ukrytych symboli, nawiązań, aluzji i metafor. Mimo swej lekkości i kameralności uderza niesłychanie precyzyjną konstrukcją. Nic tam nie jest nieistotne, nic nie ma znaczenia drugorzędnego. Myślę, że nigdy nie odkryję całej jego głębi.
Piękny film, piękne emocje, piękne myśli, piękne spotkanie. Dziękuję Ci Krzysztofie tam, gdzie jesteś - w największym teatrze świata.

środa, 9 marca 2011

Potencjalny warsztat literatury Perecowskiej

Przegapiłam dzień rocznicy 75. urodzin niesłychanie kreatywnego człowieka, pisarza totalnego, tworzącego na własnym życiorysie i traumach, Georgesa Pereca. Urodziny były dwa dni temu, ale i tak spróbuję coś o nim napisać.
Georges Perec to artysta osobny. Rzadko się spotyka tak twórcze i genialne umysły. Najbardziej w jego pisaniu zachwyca mnie to, jak wiele można wyrazić (i to jeszcze jak!) narzucając sobie nie dość, że dyscyplinę twórczą, to jeszcze formalną. Perec jako członek grupy OuLiPo stosował niesłychanie wiernie ich zasady programowe (dzieła literackie konstruowane w oparciu o wzory i prawa obowiązujące w matematyce - kombinatoryka, teoria gier - oraz gry słowne). Korzystając z własnych doświadczeń i urazów pisał o życiu, śmierci, rzeczach, braku. Brak uczynił jawnym i ukrytym jednocześnie motywem swej twórczości. Stworzył m. in. powieść "La Disparition" (Zanik), najdłuższy w literaturze francuskiej lipogram, którym napisał bez samogłoski "e" czyli najczęściej występującej litery w wyrazach w języku francuskim. Literę tę wymawia się jak zaimek eux (oni), co miało obrazować zniknięcie rodziców autora (byli ofiarami Holocaustu). Repliką dla tej powieści był nastepny lipogram "Les Revenantes", w którym (dla równowagi) występuje tylko jedna samogłoska - "e". W oparciu o własny życiorys napisał również "W ou le souvenir d'enfance" (W albo wspomnienia z dzieciństwa). Ze względu na specyfikę prac literackich Pereca wiele z nich nie przetłumaczono na język polski.

Pierwsza publikacja autorstwa Pereca ukazała się w Polsce w latach 60-tych (zdaje się w 1967r.) i była to jego pierwsza powieść "Rzeczy". Jedno z jej wydań prezentuje się jak niżej:

"Rzeczy. Historia z lat sześćdziesiątych (Les choses)",
Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1997,
Seria kieszonkowa, wyd. 2,
przełożyła: Anna Tatarkiewicz,
ISBN 83-06-02644-6


Potem długo długo nic (z pozoru, choć trwały zaawansowane prace tłumacza) i w końcu w 2001r. ukazało się po polsku opus magnum Pereca czyli "Życie instrukcja obsługi":

"Życie instrukcja obsługi. Powieści (La Vie mode d'emploi)",
Fundacja Literatura Światowa, 2001,
tłumaczenie: Wawrzyniec Brzozowski,
ISBN 83-900273-6-4
Piękna to książka, ale pisałam już o tym, zapraszam więc do przejrzenia wcześniejszych postów. Dodam tylko, że w 2009r. ukazało się w Korporacji Ha!art, w serii Liberatura, drugie wydanie tej książki.

Następny był "Człowiek, który śpi":

"Człowiek, który śpi (Un homme qui dort)',
Prószyński i S-ka, Warszawa 2003,
seria Biblioteczka Interesującej Prozy,
przełożyła: Anna Wasilewska,
ISBN 83-7337-479-5

Książka jest zbiorem kryptocytatów, dzięki którym Perec opisał depresyjny epizod z własnego życia. Tak jakby nie miał w tamtym okresie siły na własne słowa. W powieści występują zdania zapożyczone z utworów Melville'a, Kafki, Joyce'a, Dostojewskiego, Manna, Dantego, Szekspira, Diderota, Lamartine'a, Sartre'a,
Bartèsa, Camusa, Saint-Exupéry’ego, Blanchota i innych.

O dwóch pozostałych publikacjach: "Teatr I" i "Gabinet kolekcjonera" już pisałam wcześniej. Cały zbiór twórczości Pereca wydanej w języku polskim przedstawia się następująco:


Czytajmy Pereca! :-)

wtorek, 8 marca 2011

Ocalić Od Nieczytania

Niedawno, komisyjnie, w obecności jednoosobowej komisji (ja) zainicjowałam akcję bezterminową "Ocalić Od Nieczytania". Akcja ma na celu przypomnienie dawno nieczytanych i wciąż nieobecnych w mediach starszych książek, zwłaszcza literatury polskiej oraz literatury eksperymentalnej międzynarodowej (bez względu na jej wiek). Kiedyś nieco podobną akcję zainicjowało "Czytadełko" -  nazywała się "Dinozaury Literatury" i chodziło o czytanie i propagowanie książek wydanych w latach 1910-1995 i obecnie nie wznawianych.
Na dobry początek wzięłam się za twórczość dwóch osób: Jadwigi Stańczakowej oraz Kornela Filipowicza.

Jadwiga Stańczakowa to nieżyjąca już dziennikarska, pisarka i poetka. W dorosłym już wieku straciła wzrok (była ociemniała). Wtedy właśnie bliżej zaprzyjaźniła się z poetą Mironem Białoszewskim i została jego sekretarką. Poeta do tego stopnia nie radził sobie z wyzwaniami dnia codziennego, że to ona, ociemniała kobieta, potrzebująca przewodnika, kupowała mu koszule, oddawała je do pralni. Ich relacja przedstawiona została w świetnym filmie "Parę osób, mały czas" w reż. A. Barańskiego. Scenariusz filmu powstał w oparciu o wspomnienia poetki "Dziennik we dwoje". Pisarka jest matką pani Anny Sobolewskiej - znanej publicystki i naukowca.

Udało mi się upolować w bibliotece dwie książki Stańczakowej:
















Jadwiga Stańczakowa,
Przejścia,
Państwowy Instytut Wydawniczy, 1986,
ISBN 83-06-01236-4














Jadwiga Stańczakowa,
Ślepak,
Czytelnik, 1983,
ISBN 83-07-00686-4




W obu tomach autorka opiera się na własnych doświadczeniach w odbieraniu świata przez osobę ociemniałą.  

Kornel Filipowicz to znany w środowisko krakowsko-cieszyńskim pisarz, wybitny autor opowiadań. W bibliotece upolowałam następujące jego dzieła:

















Kornel Filipowicz
Kot w mokrej trawie,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 1977

















Kornel Filipowicz,
Między snem a snem,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 1980,
ISBN 83-08-00474-1



Ponadto kupiłam sobie niedawno inny zbiór opowiadań Filipowicza:

Kornel Filipowicz,
Dziewczyna z lalką czyli o potrzebie smutku i samotności,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 1968

Bardzo obiecujący tytuł. W ramach "Ocalania Od Nieczytania" postaram się zmusić na ochotnika również inne osoby z mojego kręgu do przeczytania tych książek.

piątek, 25 lutego 2011

Bananowa kuchnia

"Ze wszystkich miejsc na świecie najbardziej lubię kuchnie. Do szczęścia potrzebna mi kuchnia, miejsce, w którym przygotowuje się jedzenie. Nie ma znaczenia, jaka jest ani gdzie się znajduje. (...)
Zostałyśmy same, ja i kuchnia. Trochę łatwiej tak myśleć, niż przyznać, że zostałam sama".
"Kuchnia" Yoshimoto Banana


Skoro ostatnio było o kinie azjatyckim, dziś małe co nieco o literaturze azjatyckiej, a dokładniej  - japońskiej. W moim przepastnym (raczej powinnam napisać "przesadnym") księgozbiorze mam dwie książeczki japońskiej pisarki Yoshimoto Banany (właściwie Yoshimoto Mahoko, "Banana" to jej imię-pseudonim). Od razu zaznaczę (przypomnę), że w języku japońskim najpierw pisze się nazwisko, potem imię, czyli Yoshimoto to nazwisko. Ale do rzeczy: pisarka ta to jeden z moich ulubionych autorów. Mam dwie jej książki. Najpierw moja ukochana:

 Kuchnia (Kitchin)
tł. Anna Zielińska-Elliott,
Państwowy Instytut Wydawniczy, Seria: Spojrzenia,
Warszawa 2004,
ISBN 83-06-02931-3

Książka zawiera dwa opowiadania: "Kuchnia" oraz "Moonlight Shadow". Autorka porusza temat straty, bliskości, samotności i przyjaźni. Świetnie się czyta. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Bardzo się cieszę, że sobie ją kupiłam zaraz po opublikowaniu w Polsce, ponieważ teraz jest praktycznie niedostępna (i bardzo poszukiwana).

Druga jest nieco inna w klimacie:

 Tsugumi (Tsugumi),
tł. Gabriela Rzepecka,
Państwowy Instytut Wydawniczy, Seria: Spojrzenia,
Warszawa 2005,
ISBN 83-06-02947-X

Opowiada o pewnej niepełnosprawnej dziewczynce, która... Przeczytajcie, zachęcam.

Niestety w Polsce nie wyszły inne powieści Yoshimoto Banany. Mam w planie zakupić sobie (jeśli się uda) kilka jej książek po angielsku, ponieważ będzie taka okazja.

piątek, 18 lutego 2011

Pociąg do kina, zwłaszcza azjatyckiego

"Zrozumiałam, że kochanek jest jak lustro - dzięki niemu wyraźniej widzimy samych siebie".

Oglądałam sobie niedawno film "Pociąg" (Zhou Yu de huo che) w reżyserii Zhou Sun. Jest to film chiński z 2002 r., bardzo piękny. Jeden z moich ulubionych, ulotny i poetycki.Cytowane wyżej słowa to refleksja głównej bohaterki, malarki porcelany Zhou Yu (granej przez Gong Li):


Opowieść o miłości, wyborach, poezji w życiu oraz życiu jako łańcuchu wyborów i zdarzeń. Piękna refleksja na powyższe tematy z muzyką Shigeru Umebayashi, twórcy muzyki m.in. do filmu "Spragnieni miłości" reż. Wong Kar-wai.

Film przypomniał mi się, ponieważ poszukiwałam w głowie znanych mi filmów z motywem biblioteki/księgarni/antykwariatu. W tym filmie jednym z głównych miejsc akcji jest stara biblioteka, miejsce pracy i dom pewnego poety:


Piękny film. Polecam bibliofilsko i nie tylko.

środa, 9 lutego 2011

Pora umierać czyli o potrzebie marzeń

Zdobyłam mojego świętego Graala! Czy to znaczy, że pora umierać? Ale może po kolei.
Napisałam do wydawcy "Gabinetu Kolekcjonera" G. Pereca z pytaniem czy można jeszcze tę książkę dostać u nich i otrzymałam sympatyczną odpowiedź. Ponadto Wydawnictwo i Klub LOKATOR (bo o nim właśnie mowa) przysłało mi książkę koszty wysyłki biorąc na siebie - zapłaciłam tylko za tenże wolumin:


Gabinet kolekcjonera. Historia pewnego obrazu (Un Cabinet d'amateur. Histoire d'un tableau),
Wydawnictwo i Klub LOKATOR, Kraków 2010,
seria Potencjalna, tom II,
tł. Wawrzyniec Brzozowski,
ISBN 978-83-61962-28-1

Książka wyszła w niewielkim nakładzie 750 egzemplarzy, co jest o tyle smutne, że postanowiłam czytać ją przynajmniej raz w roku, by podnieść jest poczytność (a swoją (nie)poczytalność).

Oto co mówi o tej książce sam jej autor:
"Nie chciałem ostatecznie pożegnać się z "Życiem instrukcją obsługi". Pracowałem nad tą książką tak długo, nosiłem ją w sobie tak długo, że nie umiałem się od niej w ogóle uwolnić. Aby się uwolnić - pomyślałem - najłatwiej byłoby napisać krótkie opowiadanie, które nie miałoby żadnego bezpośredniego związku z "Życiem...", ale jednak funkcjonowałoby dla mnie jako rodzaj szyfru. "Życie..." byłoby w nim zakodowane..."
Georges Perec

A o co chodzi z tym umieraniem? O cele i marzenia. Na szczeście wciąż mam nowe, również książkowe. Szukam kilku rzadkich książek, czekać (zapewne bezskutecznie) na polskie tłumaczenia kilku powieści, m. in. "Finnegans's Wake" J. Joyce'a, "North and South" E. Gaskell i wielu innych. Życie dzięki temu jest piękne, że dużo rzeczy jest nieosiągalnych.

Wracając do Wydawnictwa LOKATOR: mam również wydaną przez nich inną książkę Pereca, mianowicie:

Teatr I (Théâtre I),
Wydawnictwo i Klub LOKATOR, Kraków 2010,
seria Potencjalna, tom I,
tł. Jacek Olczyk,
ISBN 978-83-61962-28-1

Nakład tym razem - 1000 egzemplarzy. Fantastyczny ten tom zawiera dwie sztuki Pereca: "Podwyżkę" i "Schowek Permentier". Dwie innowacyjne sztuki, dekonstruujące nasze myślenie o dramacie i jego formie. Nadzwyczaj smaczna książeczka.

poniedziałek, 7 lutego 2011

Sekretnik poduszkowy

"Dwie rzeczy w życiu nigdy nie zawodzą: rozkosze ciała i rozkosze literatury" (z filmu).

Pod koniec poprzedniego tygodnia oglądnęłam sobie po raz kolejny film Greenewaya "Pillow Book". Pierwszy raz widziałam go w 1997r. w DKF i zrobił na mnie ogromne wrażenie. Zresztą, mimo upływu lat, wstrząsa mną za każdym razem, gdy go oglądam:

 


 The Pillow Book (1995, 126 min, France/Great Britain/Netherlands, reż. Peter Greenaway).

Polskie tłumaczenie oryginalnego tytułu "Pillow Book" autorstwa Sei Shōnagon w Wikipedii brzmi "Zeszyty spod wezgłowia", ale ponieważ nie podoba mi się ta wersja nazwałam go "sekretnikiem poduszkowym" (być może lepszy byłby "pościelowy"). Nie od rzeczy będzie dodać, że książka, niestety, nie wyszła po polsku.

Film niesamowity, wysmakowany wizualnie (jak to u Greenawaya), emocjonalny bardzo. Jedyne do czego mam zastrzeżenia (zestarzała się) to muzyka, mocno trącąca latami dziewięćdziesiątymi (niekoniecznie w pozytywnym znaczeniu).

 Nagiko w czasie dwóch ulubionych zajęć.

Wciąż jestem zauroczona.

czwartek, 3 lutego 2011

Niemoralna lektura o moralności

"Nie ma książek moralnych i niemoralnych. Są książki napisane dobrze lub źle." O. Wilde

Ta myśl ze wstępu do "Portretu Doriana Graya" niech będzie mottem dzisiejszej notki.
W Trinity College w Dublinie trwa właśnie tydzień Oscara Wilde'a. Z tej okazji zorganizowano wystawy, wykłady oraz przedstawienia - adaptacje sceniczne sztuk pana W. Miałam wielką przyjemność podziwiać jedną z nich w zeszłym roku - była to sztuka "The Importance of Being Earnest" w Gaiety Theatre w Dublinie.

Włączając się w tygodniowe obchody zaczęłam w końcu czytać poniższe tomiszcze:

Bounty Books, 2009,
ISBN 978-0-753709-13-9.

Słowo "tomiszcze" nie jest bezpodstawne - wolumin liczy sobie wszak zaledwie 856 stroniczek :-) , boć to dzieła wszystkie Wilde'a, dla ułatwienia w oryginale (i tak dobrze, że angielski, a nie irlandzki). Książka jest prezentem (znaczącym) od PzKE i pamiątką dublińskich (i okolicznych) emocji. Czytam wytrwale mimo braków leksykalnych. Nie łudzę się, że w tym tygodniu skończę lekturę, ale do niedzieli powalczę. Zaczęło się od razu od trzęsienia ziemi (jak u Hitchcocka) - pierwsza jest powieść "Picture of Dorian Gray". Ciekawe, co będzie dalej...